piątek, 27 maja 2016

Counting Stars 1


******Nico******
Starałem się podać Percy'emu rękę, ale był za daleko.
Serce biło mi jak szalone, przez głowę przelatywały najróżniejsze scenariusze.
Byłem słaby, ale musiałem ich jakoś wciągnąć.
Ta czarna otchłań prowadzi prosto do Tartaru, nigdy nie pozwolę by Percy musiał zobaczyć to, co ja. Nie mogę.
Wychyliłem się jeszcze bardziej, ale to było na nic.
Percy spojrzał na mnie, był przerażony, ale zdołał wykrztusić:
- Nico, ta druga strona! Tam się spotkamy. Rozumiesz?
Wytrzeszczyłem na niego oczy, kręcąc głową.
- Ale- za jąkałem się.
W jego oczach zobaczyłem błaganie i ogarniającą go panikę. Jego ręka była zakrwawiona, był blady z wysiłku jednak nadal się trzymał.
- Doprowadź ich tam! Przyrzeknij!- Wykrzyknął.
Ledwo powstrzymałem łzy.
- Ja...Przyrzekam.
' Dla ciebie'
Po chwili Percy spojrzał ostatni raz na mnie, po czym puścił wąską półkę skalną a ja patrzyłem jak mój jedyny sens egzystencji na tej ziemi, spada w otchłań.
****
Obudziłem się, z wrzaskiem. Znowu to samo! 
Moja klatka piersiowa unosiła się o wiele szybciej niż powinna.
Ręką dotknąłem rozgrzanego czoła, i przymknąłem oczy chcąc powstrzymać łzy, które chciały się wydostać.
Muszę być twardy.
Jestem synem Hadesa. Niczego się nie boje.
( nie licząc miłości)
Otworzyłem oczy, i zacisnąłem ręce w pięści, po czym walnąłem w łózko.
Łzy kapały na kołdrę.
Ciągle słyszałem głos z Tartaru. Ciągle mi się śniły, momenty w nim.

Nie wiem, jakim cudem Percy i Annabeth tam wytrzymali.
' Oni są mocniejsi od ciebie'
Odkryłem kołdrę, i wstałem kierując się do łazienki. Nie chciałem włączyć światła.
Brzydziłem się swojego odbicia. Jestem chodzącą okropnościom.
Powinienem umrzeć, tam na dole. Chociaż Percy i reszta nie musiałaby mnie oglądać.
Wspomnienie jego imienia, pogorszyło sprawę. Podniosłem głowę i spojrzałem na swoje odbicie. Wyglądałem jeszcze gorzej niż normalnie.
'Wszystko wróci do normy...To już przeszło!'
W mojej głowie nagle usłyszałem szyderczy śmiech kupidyna.
' Nie kochany, ty nadal go kochasz. Ale wmawiasz sobie, że to przeszło'.

Odkręciłem wodę, i przemyłem twarz. Miałem nadzieję, ze woda pomoże.
Nie pomogła. 
' Nico jesteś silny'- usłyszałem w głowie głos mojej siostry.
Oparłem się o umywalkę.
Właśnie, ze nie jestem.
Jestem tchórzem. Uciekam przed miłościom. Ranie wszystkich.
Każdy dzień jest torturą.
' Więc czemu tego nie przerwiesz?'- Zagadnął głos w mojej głowie.
Bardzo tego chciałem. Ale czy przetrwałbym nie patrząc na ten dobrze znany mi uśmieszek Percy'ego?

' Jeśli go kochasz to to skończ. On jest oddany Annabeth. Do ciebie czuje tylko litość'
Warknąłem i uderzyłem w umywalkę zsuwając się na ziemię." Taka jest prawda, on jest w Obozie Jupiter zakochany w córce Ateny! Skończ z tym!'.
Łatwo kurwa mówić. Staram się zapomnieć o tym glonomózgiej istocie.
Ale najnormalniej się nie da.
On...Jest cudownym przyjacielem.
Jest odważny, zabawny, pomocny!
Przygryzłem dolną wargę.

Od walki z gają minął niemalże rok. Wszystko zaczynało się powoli układać, nowi herosi zaczynali się szkolić by w przyszłości zwyciężać nad takimi pokrakami jak np.mantikora.
Grecy pogodzili się z Rzymianami i nareszcie po tylu stuleciach zapanował pokój.
Jesteśmy w stałym kontakcie z Obozem Jupiter, dowiadujemy się o ich postępach w naukach herosów oraz o informacjach, które mogłyby się przydać.
Czasami także moja siostra Hazel oraz bliska przyjaciółka Reyna nas odwiedzają.
Jestem wtedy szczęśliwy, bo wracają osoby, które kocham.
No poza jedną, która mieszka w Obozie Jupiter.
Zacisnąłem powieki.
To już powinno przejść!
' Taki już twój los...Zadrwiłeś z mocy miłości drogi Królu Upiorów. Teraz ją popamiętasz.'
****
Rodzinne spotkania nigdy nie należały do listy moich ulubionych rzeczy. Już nawet nie mówię o moim ojcu, z którym w miarę się dogaduje, chodzi mi o Persefonę. Moją macochę, ona zawsze znajdzie pretekst by zrobić ze mnie totalne zero.
Czasem mam ochotę strzelić jej  w ten boski ryj i mieć święty spokój.

No Kurde, święta krowa się znalazła. Niech idzie z Herą na herbatkę, dogadają się.

Kiedy tylko przekroczyłem próg pałacu mojego ojca, rozniósł się donośny wrzask.
-Nico do mnie!
Westchnąłem smutno, włożyłem ręce do kieszeni, po czym ruszyłem w stronę sali tronowej.
' Czyżby słyszał moje myśli?'
-Cześć Lary-mruknąłem do jednego strażnika-szkielet.
Skinął uprzejmie głową i odparł:
-Miło widzieć panicza.

Przed wejściem do sali, wziąłem kilka głębszych wdechów, po czym z 'pewnością siebie' wkroczyłem do sali, gdzie na tronie siedział mój ojciec, Pan Podziemia-Hades.
Nie spuściłem głowy, szedłem z dumnie zadartą do góry głową.
Dopiero będąc przy tronie uklęknąłem na jedno kolano i rzuciłem:
- O co chodzi ojcze?
' Twoja żonka znowu coś wymyśliła?'
- Przejedzmy się-wstał z swojego tronu, po czym podszedł do mnie. Przez boczne wyjście, weszliśmy do ogrodu mojej macochy-Perfesony.
Wystarczy jeden gryz herosa by utknął tu na zawsze.

Oczywiście mnie to nie tyczy, jako dziecko Hadesa jestem na to odporny.
-Gdzie Perfesona?-Zapytałem, podnosząc na niego wzrok.
-Ze swoją matką, Demeter-nie krył irytacji wymawiając imię bogini-Ale nie po to cię tutaj wezwałem.
-A, więc? 
- Nie zauważyłeś różnicy, kiedy znalazłeś się w podziemiu?
' Pomyślmy...Ciemno tu jest zazwyczaj...Ale...'
-Charon. Nie było Charona.
Hades westchnął odchodząc kawałek.
-Ojcze. Wezwałeś mnie, więc bądź ze mną szczery. Jestem twoim synem i mam prawo wiedzieć.
- Świat podziemia się burzy, drogi synu-zerwał jedną czarną różę.
-Nie rozumiem.
-Szykuje się wojna-zimny dreszcz przeszył mój kręgosłup.
-Ale Gaja...Przecież-za jąkałem się, marszcząc brwi.
- To był początek...Tym razem...Ta wojna, to koniec.
-Nieprawda! Kiedy Percy i...
-Ty znowu o nim!-Warknął patrząc na mnie gniewnie.
-To mój kumpel.
- Will wie, że tak go lubisz.
-Will nie ma nic do gadania!
-To twój chłopak-zarumieniłem się po same uszy.
-Nie zmieniaj zdania-mój głos brzmiał dziwnie piskliwie.-Damy sobie radę. Teraz jest nas więcej. Obóz Jupiter i Półkr...-Urwałem widząc jak kręci głową.
-Potwory wychodzą na świat.
-No tak wiem, Reyna ostatnio dała znać Chejronowi, że coraz częściej były ataki.
Usiadł na ławce pod girlanda z róż śmierci, podszedłem do niego.-Ojcze.
-Klucze Hadesu zostały skradzione.
-Może Persefona je zgubiła...Już raz tak było.
Skarcił mnie wzrokiem.
-Ciesz się, że jej tu nie ma, bo inaczej...
-Byłbym mleczem? A może różą? 
-Nie drwij z mocy Perfefony!
-Okay, okay...Wracając do wojny...Odzyskam klucze Hadesu. Przysięgam.
-Nie. Ty masz inną misję.
-Inną?
-Tak. Weźmiesz tylko jedną osobę z sobą.
-Co z resztą?
-Reyna ma własną misję...Blake też. Co do reszty muszą szykować się do obrony.
-Z kim mam iść?
Skrzywił się.
-Nie wierze, że to mówię...Weź tego idiotę Percy'ego.
-On nie jest idiotą!
Machnął ręką i kontynuował-On pomoże ci wykonać inną misję. Odnajdzie pewnych herosów..
-Co z kluczami Hadesa?
-One są ukryte gdzieś w podziemiu. Że nawet ja ich nie umiem znaleźć.
-Tanatos?-Pokręcił głową.
-On ma ważniejsze zajęcia. Im szybciej wyruszycie tym lepiej.
-Nie dostaliśmy proroctwa.
-Nie chcesz go usłyszeć...Jego słowa jeszcze nie raz będą cię prześladować.
-Może innym razem go posłucham, a więc gdzie mam iść?
-Do Obozu Jupiter.
-Annabeth nie puści Percy'ego.
-Tak się składa...Z resztą sam zobaczysz. Nie zawiedź mnie.
-Co, ale, o co?..-Nie dokończyłem. Mój ojciec machnął ręką, i nagle pochłonął mnie cień.

Ni stąd ni zowąd znalazłem się na placu w Obozie Jupiter.
Tu zazwyczaj kohorty ustawiają się na rozkazy Reyny.
Skrzywiłem się, kiedy słońce poraziło moje oczy.
' Cholera'.
Przecierałem rękami oczy, kiedy dosłyszałem ciekawą rozmowę.
- Oddaliłaś się ode mnie! Teraz liczy się tylko ta twoja architektura!
- Ty jesteś moim chłopakiem? Powinieneś mnie wspierać.
- Olewasz mnie! Budynki są ode mnie ważniejsze!
-Chce zostać architektem nowego tysiąclecia.
-To tylko budynki Ann.Ja mam uczucia.
-To jest bez sensu.
-Tak jak cały ten związek.
-Teraz przegiąłeś Percy...Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-Patrzyłem się jak blondynka oddala się i nie umiałem powstrzymać uśmiechu.
-Jasne idź sobie!-Wykrzyknął Percy, rzucając przed siebie kamykiem.
Był ubrany w fioletową koszulkę, czarne dżinsy i tego samego koloru adidasy.
Jego włosy były w lekkim nie ładzie, dodając mu uroku.
Na szyi wisiał Obozowy naszyjnik z paciorkami wskazującymi lata praktyk w Obozie półkrwi.
'Ciekawe czy wróci do Obozu półkrwi?"
Tak się zamyśliłem, że nie zauważyłem, kiedy dość kawałek się oddalił.
'Rusz się'.

Jak najszybciej umiałem rzuciłem się w kierunku, w którym oddalił się syn Posejdona.


Heyo!
No i pojawił się pierwszy rozdział opowiadania Counting Stars.
Jak na razie nic się nie dzieje, ale to do momentu.
Przepraszam za wszelkie błędy
Pozdrawiam

wtorek, 26 kwietnia 2016

Counting Stars prolog: Oczami Reyny

Reyna:
Kiedy walka z Gają się skończyła, wszystko wracało na dobrą drogę. 
Wszyscy byli dodatkowo szczęśliwi, kiedy okazało się, że Leo jednak żyję.
Rzekomo, jest na jakieś wyspie wraz z jego ukochaną Kalipso, cieszę się, że ten młody szaleniec w końcu sobie kogoś znalazł  zasługuje na to.
I ja mam nadzieję, że nadarzy się okazja i w końcu się zakocham.

W Obozie Herosów spędziłam dwa tygodnie, świętując z przyjaciółmi wygraną nad silami tej wrednej matki ziemi Gai. Jeszcze bardziej zżyłam się z Nickiem, który zaczął latać za synem od Apolla ( ciekawe, czemu).
No, ale w końcu pora wrócić do swojego domu.
Wraz z Frankiem, Hazel i jednym z herosów zwanym Thomasem, udaliśmy się w drogę powrotną do mojego ukochanego miejsca na ziemi. Obozu Jupiter.

Niegdyś nienawidziłam Percy'ego Jacksona, za to, na co skazał mnie z moją siostrą ten świr, jednak teraz jestem mu cholernie wdzięczna i za pewne moja siostra też. Nareszcie odnalazłam miejsce gdzie mogę być sobą. Prawdziwą Reyną.

- Nie ma to jak w domu- odparła z szerokim uśmiechem Hazel. Okręciła się wokół własnej osi, po czym przyległa ciałem do swojego chłopaka.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej- powiedziałam jej starym i dobrym powiedzeniem. Oczywiście nie umiałam się przy tym nie uśmiechnąć.
-No raczej-wtrącił Frank dając całusa swojej dziewczynie w czoło-Tyle, ze pozbyliśmy się chwast.
- Oj tak bez Octaviana wszystko będzie wyglądało inaczej-przyznałam.- A teraz nie rozmawiajmy o nim...Cieszmy się Obozem.
Popatrzyłam po twarzach moich przyjaciół, którzy wraz ze mną ruszyli w kierunku mojego ukochanego miejsca. Ogrodu Bachusa.
 
Pół roku później...
Kiedy dowiedziałam, się, ze Percy wraz z Annabeth naprawdę chcą zamieszkać w Nowym Rzymie poczułam lekkie ukucie zazdrości. Najpierw Jason, potem Percy...
Chciałam zachować neutralność, na początku było ciężko, lecz z każdym dniem było coraz lepiej.


I po pewnym czasie staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, wiele razy w porze lunchu, przed lub po zajęciach się spotykamy. Czasami z Ann, a czasami bez. 
Zauroczenie minęło, została tylko sympatia.
Syn Posejdona jest wart zaufania i nic dziwnego, że zdobył tyle przyjaciół w Obozie Jupiter.

Tak, więc kiedy wracałam po spotkaniu z Frankiem, Hazel, Annabeth i Percy'm miałam cudowny humor.
Ciągle się uśmiechałam i podśpiewywałam pod nosem piosenkę Under The Sea, którą Percy nucił dzisiaj podczas lunchu.
Wykonałam rutynowe czynności, i położyłam się do łóżka, chcąc odpocząć po długim dniu.
Nie sądziłam jednak, że mój sen odmieni moje życie.

Byłam w jakimś pałacu, nie rozpoznawałam go. Kamienne ściany przedstawiały różne sceny z mitologii, a mój oddech nosił się echem.
- Reyno- usłyszałam donośny głos. Odwróciłam głowę i wykrzyknęłam padając na kolana.
- Matko-wydusiłam tylko.
Przede mną stała nikt inny jak Bellona, bogini wojny.- Co...Dlaczego pojawiasz mi się w śnie?
- Szykuje się wojna.
- Przecież wygraliśmy nad Gają-jej wyraz twarzy nie zmienił się. Nadal patrzyła na mnie tym samym niewzruszonym spojrzeniem.
- Gaja to nie jedyne niebezpieczeństwo, i twój przyjaciel Percy Jackson wie coś na ten temat.
- Persiak...Niby, co?
- Reyno, ważne jest to, że musisz udać się do północnej części Londynu.
- Dlaczego?
- Musicie odnaleźć zloty medalion...
- Czym on jest?
- Należał do Nemezis..
- Sztylet Zemsty- pokiwała głową.- Gdzie go znajdę? Kto go wziął?
- Udaj się do Londynu i odnajdź go...Musicie powstrzymać kolejną wojnę.
- Jak go znaleźć.
- Szukajcie Kate Stewart...Ona wam pomoże.
- Kim ona jest?
- Dzieckiem podziemia...
Sen zaczął się rozwiewać, wszystko stawało się nie wyraźne, chciałam krzyczeć. Miałam tyle pytań. Jednak nim się zorientowałam leżałam z głośno bijącym sercem u mnie na koi wpatrując się w sufit.