******Nico******
Starałem się
podać Percy'emu rękę, ale był za daleko.
Serce biło mi
jak szalone, przez głowę przelatywały najróżniejsze scenariusze.
Byłem słaby, ale musiałem ich jakoś wciągnąć.
Ta czarna
otchłań prowadzi prosto do Tartaru, nigdy nie pozwolę by Percy musiał zobaczyć to,
co ja. Nie mogę.
Wychyliłem się
jeszcze bardziej, ale to było na nic.
Percy spojrzał
na mnie, był przerażony, ale zdołał wykrztusić:
- Nico, ta
druga strona! Tam się spotkamy. Rozumiesz?
Wytrzeszczyłem
na niego oczy, kręcąc głową.
- Ale- za
jąkałem się.
W jego oczach
zobaczyłem błaganie i ogarniającą go panikę. Jego ręka była zakrwawiona, był
blady z wysiłku jednak nadal się trzymał.
- Doprowadź ich
tam! Przyrzeknij!- Wykrzyknął.
Ledwo
powstrzymałem łzy.
- Ja...Przyrzekam.
' Dla ciebie'
Po chwili Percy spojrzał ostatni raz na mnie, po czym puścił wąską
półkę skalną a ja patrzyłem jak mój jedyny sens egzystencji na tej ziemi, spada
w otchłań.
****
Obudziłem się, z wrzaskiem. Znowu to samo!
Moja klatka piersiowa unosiła się o wiele szybciej niż powinna.
Ręką dotknąłem rozgrzanego czoła, i przymknąłem oczy chcąc
powstrzymać łzy, które chciały się wydostać.
Muszę być twardy.
Jestem synem Hadesa. Niczego się nie boje.
( nie licząc miłości)
Otworzyłem oczy, i zacisnąłem ręce w pięści, po czym walnąłem w
łózko.
Łzy kapały na kołdrę.
Ciągle słyszałem głos z Tartaru. Ciągle mi się śniły, momenty w
nim.
Nie wiem, jakim cudem Percy i Annabeth tam wytrzymali.
' Oni są mocniejsi od ciebie'
Odkryłem kołdrę, i wstałem kierując się do łazienki. Nie chciałem włączyć
światła.
Brzydziłem się swojego odbicia. Jestem chodzącą okropnościom.
Powinienem umrzeć, tam na dole. Chociaż Percy i reszta nie
musiałaby mnie oglądać.
Wspomnienie jego imienia, pogorszyło sprawę. Podniosłem głowę i
spojrzałem na swoje odbicie. Wyglądałem jeszcze gorzej niż normalnie.
'Wszystko wróci do normy...To już przeszło!'
W mojej głowie nagle usłyszałem szyderczy śmiech kupidyna.
' Nie kochany, ty nadal go kochasz. Ale wmawiasz sobie, że to
przeszło'.
Odkręciłem wodę, i przemyłem twarz. Miałem nadzieję, ze woda
pomoże.
Nie pomogła.
' Nico jesteś silny'- usłyszałem w głowie głos mojej siostry.
Oparłem się o umywalkę.
Właśnie, ze nie jestem.
Jestem tchórzem. Uciekam przed miłościom. Ranie wszystkich.
Każdy dzień jest torturą.
' Więc czemu tego nie przerwiesz?'- Zagadnął głos w mojej głowie.
Bardzo tego chciałem. Ale czy przetrwałbym nie patrząc na ten
dobrze znany mi uśmieszek Percy'ego?
' Jeśli go kochasz to to skończ. On jest oddany Annabeth. Do
ciebie czuje tylko litość'
Warknąłem i uderzyłem w umywalkę zsuwając się na ziemię."
Taka jest prawda, on jest w Obozie Jupiter zakochany w córce Ateny! Skończ z
tym!'.
Łatwo kurwa mówić. Staram się zapomnieć o tym glonomózgiej
istocie.
Ale najnormalniej się nie da.
On...Jest cudownym przyjacielem.
Jest odważny, zabawny, pomocny!
Przygryzłem dolną wargę.
Od walki z gają minął niemalże rok. Wszystko zaczynało się powoli
układać, nowi herosi zaczynali się szkolić by w przyszłości zwyciężać nad
takimi pokrakami jak np.mantikora.
Grecy pogodzili się z Rzymianami i nareszcie po tylu stuleciach
zapanował pokój.
Jesteśmy w stałym kontakcie z Obozem Jupiter, dowiadujemy się o
ich postępach w naukach herosów oraz o informacjach, które mogłyby się przydać.
Czasami także moja siostra Hazel oraz bliska przyjaciółka Reyna
nas odwiedzają.
Jestem wtedy szczęśliwy, bo wracają osoby, które kocham.
No poza jedną, która mieszka w Obozie Jupiter.
Zacisnąłem powieki.
To już powinno przejść!
' Taki już twój los...Zadrwiłeś z mocy miłości drogi Królu Upiorów.
Teraz ją popamiętasz.'
****
Rodzinne spotkania nigdy nie należały do listy moich ulubionych
rzeczy. Już nawet nie mówię o moim ojcu, z którym w miarę się dogaduje, chodzi
mi o Persefonę. Moją macochę, ona zawsze znajdzie pretekst by zrobić ze mnie
totalne zero.
Czasem mam ochotę strzelić jej w ten boski ryj i mieć święty
spokój.
No Kurde, święta krowa się znalazła. Niech idzie z Herą na
herbatkę, dogadają się.
Kiedy tylko przekroczyłem próg pałacu mojego ojca, rozniósł się
donośny wrzask.
-Nico do mnie!
Westchnąłem smutno, włożyłem ręce do kieszeni, po czym ruszyłem w
stronę sali tronowej.
' Czyżby słyszał moje myśli?'
-Cześć Lary-mruknąłem do jednego strażnika-szkielet.
Skinął uprzejmie głową i odparł:
-Miło widzieć panicza.
Przed wejściem do sali, wziąłem kilka głębszych wdechów, po czym z
'pewnością siebie' wkroczyłem do sali, gdzie na tronie siedział mój ojciec, Pan
Podziemia-Hades.
Nie spuściłem głowy, szedłem z dumnie zadartą do góry głową.
Dopiero będąc przy tronie uklęknąłem na jedno kolano i rzuciłem:
- O co chodzi ojcze?
' Twoja żonka znowu coś wymyśliła?'
- Przejedzmy się-wstał z swojego tronu, po czym podszedł do mnie.
Przez boczne wyjście, weszliśmy do ogrodu mojej macochy-Perfesony.
Wystarczy jeden gryz herosa by utknął tu na zawsze.
Oczywiście mnie to nie tyczy, jako dziecko Hadesa jestem na to
odporny.
-Gdzie Perfesona?-Zapytałem, podnosząc na niego wzrok.
-Ze swoją matką, Demeter-nie krył irytacji wymawiając imię
bogini-Ale nie po to cię tutaj wezwałem.
-A, więc?
- Nie zauważyłeś różnicy, kiedy znalazłeś się w podziemiu?
' Pomyślmy...Ciemno tu jest zazwyczaj...Ale...'
-Charon. Nie było Charona.
Hades westchnął odchodząc kawałek.
-Ojcze. Wezwałeś mnie, więc bądź ze mną szczery. Jestem twoim
synem i mam prawo wiedzieć.
- Świat podziemia się burzy, drogi synu-zerwał jedną czarną różę.
-Nie rozumiem.
-Szykuje się wojna-zimny dreszcz przeszył mój kręgosłup.
-Ale Gaja...Przecież-za jąkałem się, marszcząc brwi.
- To był początek...Tym razem...Ta wojna, to koniec.
-Nieprawda! Kiedy Percy i...
-Ty znowu o nim!-Warknął patrząc na mnie gniewnie.
-To mój kumpel.
- Will wie, że tak go lubisz.
-Will nie ma nic do gadania!
-To twój chłopak-zarumieniłem się po same uszy.
-Nie zmieniaj zdania-mój głos brzmiał dziwnie piskliwie.-Damy
sobie radę. Teraz jest nas więcej. Obóz Jupiter i Półkr...-Urwałem widząc jak
kręci głową.
-Potwory wychodzą na świat.
-No tak wiem, Reyna ostatnio dała znać Chejronowi, że coraz
częściej były ataki.
Usiadł na ławce pod girlanda z róż śmierci, podszedłem
do niego.-Ojcze.
-Klucze Hadesu zostały skradzione.
-Może Persefona je zgubiła...Już raz tak było.
Skarcił mnie wzrokiem.
-Ciesz się, że jej tu nie ma, bo inaczej...
-Byłbym mleczem? A może różą?
-Nie drwij z mocy Perfefony!
-Okay, okay...Wracając do wojny...Odzyskam klucze Hadesu.
Przysięgam.
-Nie. Ty masz inną misję.
-Inną?
-Tak. Weźmiesz tylko jedną osobę z sobą.
-Co z resztą?
-Reyna ma własną misję...Blake też. Co do reszty muszą szykować
się do obrony.
-Z kim mam iść?
Skrzywił się.
-Nie wierze, że to mówię...Weź tego idiotę Percy'ego.
-On nie jest idiotą!
Machnął ręką i kontynuował-On pomoże ci wykonać inną misję.
Odnajdzie pewnych herosów..
-Co z kluczami Hadesa?
-One są ukryte gdzieś w podziemiu. Że nawet ja ich nie umiem
znaleźć.
-Tanatos?-Pokręcił głową.
-On ma ważniejsze zajęcia. Im szybciej wyruszycie tym lepiej.
-Nie dostaliśmy proroctwa.
-Nie chcesz go usłyszeć...Jego słowa jeszcze nie raz będą cię
prześladować.
-Może innym razem go posłucham, a więc gdzie mam iść?
-Do Obozu Jupiter.
-Annabeth nie puści Percy'ego.
-Tak się składa...Z resztą sam zobaczysz. Nie zawiedź mnie.
-Co, ale, o co?..-Nie dokończyłem. Mój ojciec machnął ręką, i nagle
pochłonął mnie cień.
Ni stąd ni zowąd znalazłem się na placu w Obozie Jupiter.
Tu zazwyczaj kohorty ustawiają się na rozkazy Reyny.
Skrzywiłem się, kiedy słońce poraziło moje oczy.
' Cholera'.
Przecierałem rękami oczy, kiedy dosłyszałem ciekawą rozmowę.
- Oddaliłaś się ode mnie! Teraz liczy się tylko ta twoja
architektura!
- Ty jesteś moim chłopakiem? Powinieneś mnie wspierać.
- Olewasz mnie! Budynki są ode mnie ważniejsze!
-Chce zostać architektem nowego tysiąclecia.
-To tylko budynki Ann.Ja mam uczucia.
-To jest bez sensu.
-Tak jak cały ten związek.
-Teraz przegiąłeś Percy...Nie mam ochoty z tobą
rozmawiać.-Patrzyłem się jak blondynka oddala się i nie umiałem powstrzymać
uśmiechu.
-Jasne idź sobie!-Wykrzyknął Percy, rzucając przed siebie
kamykiem.
Był ubrany w fioletową koszulkę, czarne dżinsy i tego samego
koloru adidasy.
Jego włosy były w lekkim nie ładzie, dodając mu uroku.
Na szyi wisiał Obozowy naszyjnik z paciorkami wskazującymi lata
praktyk w Obozie półkrwi.
'Ciekawe czy wróci do Obozu półkrwi?"
Tak się zamyśliłem, że nie zauważyłem, kiedy dość kawałek się
oddalił.
'Rusz się'.
Jak najszybciej umiałem rzuciłem się w kierunku, w którym oddalił
się syn Posejdona.
Heyo!
No i pojawił się pierwszy rozdział opowiadania Counting Stars.
Jak na razie nic się nie dzieje, ale to do momentu.
Przepraszam za wszelkie błędy
Pozdrawiam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz