Reyna:
Kiedy walka z Gają się skończyła, wszystko
wracało na dobrą drogę. Wszyscy byli dodatkowo szczęśliwi, kiedy okazało się, że Leo jednak żyję.
Rzekomo, jest na jakieś wyspie wraz z jego ukochaną Kalipso, cieszę się, że ten młody szaleniec w końcu sobie kogoś znalazł zasługuje na to.
I ja mam nadzieję, że nadarzy się okazja i w końcu się zakocham.
W Obozie Herosów spędziłam dwa tygodnie, świętując z przyjaciółmi wygraną nad silami tej wrednej matki ziemi Gai. Jeszcze bardziej zżyłam się z Nickiem, który zaczął latać za synem od Apolla ( ciekawe, czemu).
No, ale w końcu pora wrócić do swojego domu.
Wraz z Frankiem, Hazel i jednym z herosów zwanym Thomasem, udaliśmy się w drogę powrotną do mojego ukochanego miejsca na ziemi. Obozu Jupiter.
- Nie ma to jak w domu- odparła z szerokim uśmiechem Hazel. Okręciła się wokół własnej osi, po czym przyległa ciałem do swojego chłopaka.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej- powiedziałam jej starym i dobrym powiedzeniem. Oczywiście nie umiałam się przy tym nie uśmiechnąć.
-No raczej-wtrącił Frank dając całusa swojej dziewczynie w czoło-Tyle, ze pozbyliśmy się chwast.
- Oj tak bez Octaviana wszystko będzie wyglądało inaczej-przyznałam.- A teraz nie rozmawiajmy o nim...Cieszmy się Obozem.
Popatrzyłam po twarzach moich przyjaciół, którzy wraz ze mną ruszyli w kierunku mojego ukochanego miejsca. Ogrodu Bachusa.
Pół roku później...
Kiedy dowiedziałam, się, ze Percy wraz z Annabeth naprawdę chcą zamieszkać w Nowym Rzymie poczułam lekkie ukucie zazdrości. Najpierw Jason, potem Percy...
Chciałam zachować neutralność, na początku było ciężko, lecz z każdym dniem było coraz lepiej.
I po pewnym czasie staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, wiele razy w porze lunchu, przed lub po zajęciach się spotykamy. Czasami z Ann, a czasami bez.
Zauroczenie minęło, została tylko sympatia.
Syn Posejdona jest wart zaufania i nic dziwnego, że zdobył tyle przyjaciół w Obozie Jupiter.
Tak, więc kiedy wracałam po spotkaniu z Frankiem, Hazel, Annabeth i Percy'm miałam cudowny humor.
Ciągle się uśmiechałam i podśpiewywałam pod nosem piosenkę Under The Sea, którą Percy nucił dzisiaj podczas lunchu.
Wykonałam rutynowe czynności, i położyłam się do łóżka, chcąc odpocząć po długim dniu.
Nie sądziłam jednak, że mój sen odmieni moje życie.
Byłam w jakimś pałacu, nie rozpoznawałam go. Kamienne ściany przedstawiały różne sceny z mitologii, a mój oddech nosił się echem.
- Reyno- usłyszałam donośny głos. Odwróciłam głowę i wykrzyknęłam padając na kolana.
- Matko-wydusiłam tylko.
Przede mną stała nikt inny jak Bellona, bogini wojny.- Co...Dlaczego pojawiasz mi się w śnie?
- Szykuje się wojna.
- Przecież wygraliśmy nad Gają-jej wyraz twarzy nie zmienił się. Nadal patrzyła na mnie tym samym niewzruszonym spojrzeniem.
- Gaja to nie jedyne niebezpieczeństwo, i twój przyjaciel Percy Jackson wie coś na ten temat.
- Persiak...Niby, co?
- Reyno, ważne jest to, że musisz udać się do północnej części Londynu.
- Dlaczego?
- Musicie odnaleźć zloty medalion...
- Czym on jest?
- Należał do Nemezis..
- Sztylet Zemsty- pokiwała głową.- Gdzie go znajdę? Kto go wziął?
- Udaj się do Londynu i odnajdź go...Musicie powstrzymać kolejną wojnę.
- Jak go znaleźć.
- Szukajcie Kate Stewart...Ona wam pomoże.
- Kim ona jest?
- Dzieckiem podziemia...
Sen zaczął się rozwiewać, wszystko stawało się nie wyraźne, chciałam krzyczeć. Miałam tyle pytań. Jednak nim się zorientowałam leżałam z głośno bijącym sercem u mnie na koi wpatrując się w sufit.
Czy to może będzie opowiadanie Percico?
OdpowiedzUsuń